wtorek, 2 kwietnia 2013

Święta, święta i po świętach

No i po świętach. Pogoda nie zachwycała, a raczej zachęcała do pozostania w domu. Nie było świątecznych spacerów z rodziną, oglądania grobów, ani tym bardziej wycieczki na Emaus. Ale za to były takie piękne zimowe widoki.


Piękna zima. Aż ulepiłam bałwana. Szkoda tylko, że to Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie.

Ja z kolei po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nienawidzę świąt. Wszyscy skaczą sobie do gardeł, a jak przyjdzie co do czego, to pięć minut później życzą sobie wszystkiego najlepszego. To nie dla mnie. A pod kołdrą w łóżku, też mi nikt nie pozwolił spędzić świat.



Przerwa świąteczna dobiega końca i jutro trzeba wrócić do chodzenia na uczelnie. Ja, mimo że zaplanowałam sobie, że zrobię niewiarygodnie dużą ilość rzeczy, jak przyszło co do czego, nie zrobiłam właściwie nic. Mówi się trudno i mam nadzieję, że wreszcie niebawem się ogarnę. 

K.

sobota, 30 marca 2013

Tradycje świąteczne

Jako, że dzisiaj Wielka Sobota, postanowiłam się skupić na świętach. W Polsce, w zależności od regionu  święta przebiegają podobnie. Ale w innych krajach Wielkanoc wygląda różnie.
W Hiszpanii ludzie podczas Wielkiego Tygodnia wychodzą na ulice i biorą udział w procesjach, poprzebierani w stroje przypominające te, w które ubierano ludzi ukaranych przez inkwizycje. We Włoszech z kolei tradycyjnym ciastem jest Colomba, czyli gołębica, bo właśnie taki przybiera kształt i jest to babka z migdałami. Natomiast w Austrii i Niemczech dzieci w tym czasie szukają różnych słodkości. W Jerozolimie odbywają się drogi krzyżowe tam, gdzie kilkaset lat temu wszystko wydarzyło się naprawdę. Czesi w piątek malują pisanki. Tego dnia kupują także biszkoptowe baranki, a pozostałe dni, to czas zadumy. W Australii bardzo popularne jest spożywanie wspólnie wielkanocnego śniadania w gronie ubogich, a tradycyjny wielkanocny posiłek składa się z wieprzowiny i kurczaka, smażonego z ziemniakami, marchewką i dynią. Natomiast w Szwecji zwyczajem jest przebieranie się za wielkanocne wiedźmy. Dzieci spacerują od domu do domu i ofiarowują świąteczne kartki w zamian za łakocie.

Jak widać co kraj to obyczaj. Ja jednak będę wierna Polskim tradycjom. U nas są najdłuższe palmy w Lipnicy Murowanej, święcenie pokarmów w Wielką Sobotę, Śniadanie Wielkanocne w gronie rodzinnym, a w poniedziałek Śmigus Dyngus. Ja zdecydowanie bardziej wolę Wielkanoc od Bożego Narodzenia. Te święta są weselsze. Wielkanoc to taki czas, w którym powinniśmy się wszyscy cieszyć.


Zdjęcie takie sobie, z przygotowań do Wigilii Paschalnej w Kościele Mariackim. Na mnie zawsze robi wrażenie ten cały wyciemniony, monumentalny kościół. W ogóle Bazylika Mariacka jest niesamowita. Góruje nad całym Rynkiem Głównym.

Ja ze swojej strony życzę wszystkim Wesołych Świąt w rodzinnym gronie. Dużo szczęścia i miłości. Smacznego jajka i kiełbaski. Mokrego Dyngusa, choć pogoda nam raczej nie dopisze. I wszystkiego o czym marzycie.

;)
K.

piątek, 29 marca 2013

Harry Potter i filozofia

Harry Potter i filozofia to książka, którą nabyłam w ostatnim czasie. Jest to zbiór rozważań współczesnych filozofów na elementy jakie znajdują się w sadze i próba zanalizowania tego. Znajdziemy w niej odniesienia do Kartezjusza, Platona, Sokratesa i wielu innych wybitnych filozofów.

W tej książce pod redakcja Williama Irwina i Gregory'ego Bassham'a, filozofia, będąc dziwną nauką, jest tu przedstawiona w przystępny sposób. Ukazane są poglądy wybitnych myślicieli i porównany jest do nich świat stworzony przez J.K. Rowling. Ten Przewodnik po Hogwarcie dla mugoli ukazał mi też wiele rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi. Może nie są one istotne dla całości, ale pozwoliły mi w inny sposób spojrzeć na cały magiczny świat. Naukowcy, którzy próbowali rozwikłać i zagłębić się w ten zupełnie inny świat, niż nasz, ukazują zalety i wady świata Harry'ego Pottera. Mi książka się podobała.

Czy jest to obowiązkowa lektura dla miłośników sagi napisanej przez J.K. Rowling? Może nie koniecznie. Ja kupiłam tą książkę z ciekawości. Na studiach mam własnie drugi semestr z filozofii i pomyślałam sobie, że spojrzenie na tą dziedzinę humanistyki, z punktu widzenia książek, które bardzo lubię ułatwi mi zrozumienie tej trudnej dziedziny, bo do łatwych filozofii nie zaliczam.


I skoro już jestem w temacie Harry'ego Potter'a, to zmarł odtwórca roli wuja Vernona, czyli Richard Griffiths. 
Był nie tylko jednym z najbardziej rozpoznawalnym aktorem brytyjskim, ale także jednym z najbardziej lubianych i największych, jak powiedział Sir Nicholas Hytner, dyrektor Królewskiego Teatru Narodowego w Londynie. Miał 65 lat. Choć nie był pozytywną postacią serii, to jak dla mnie, wkomponował się odpowiednio w postać Vernona. 


                              

Pogoda jest dramatyczna i tak sobie myślę, że chyba powinniśmy zakupić choinkę na te święta. Masakra.



czwartek, 28 marca 2013

Pracowity dzień

Pierwszy dzień ferii świątecznych i w moim przypadku w ogóle nie był wolny i leniwy. Na tyłku usiadłam sobie dopiero wieczorem. Latałam po całym mieście z kilku różnych powodów. Na szczęście ta wymarzona pogoda się nieco poprawiła. Rano w Krakowie zaświeciło nawet słońce, potem się nieco popsuło, ale było w miarę przyjemnie. Na dzisiaj miałam tyle planów i właściwie żaden nie wypalił. Miałam się ogarnąć i pouczyć na nadchodzące kolokwium z literatury i nic.
W związku z tym,że u mnie od rana było świąteczne pieczenie, tak i ja popołudniu wzięłam się za małe co nie co. Mam nadzieję, że wyjdzie okej. To było takie małe eksperymentowanie. Gdy będzie dobre, to się podzielę :) Maja wyjść mocno czekoladowe serduszka. Może się uda.

Święta coraz bliżej i jutro mam w planach porządki, ale mam nadzieję, że uda mi się skończyć książkę, którą ostatnio zakupiłam. Naprawdę, outlet na trzecim piętrze w Empiku jest cudowny. Wszystkim polecam. Ja zawsze jak tam wejdę, to z czymś wyjdę. A książki można już kupić za 9,99 czy nawet 4,99. Tytuły są różnorodne, wiec raczej każdy znajdzie coś dla siebie.

Jutro postaram się napisać coś więcej.
:)

wtorek, 26 marca 2013

5:0

Niestety, wiosna nas chyba nie lubi. Czapka była dzisiaj obowiązkowa. Temperatura poniżej zera, zimny wiatr... Jak dla mnie jedna wielka masakra.
Na dzisiejszym wykładzie z filozofii profesor spytał o nasze samopoczucie, uzyskał ode mnie odpowiedź, że dobrze, ale wiosny nie ma. Po czym usłyszałam, że wiosna jest w naszych serduszkach. Cóż, odpowiedź mega pozytywna. Choć ja swoim sercem jestem już w lecie.

Dzisiaj odbył się mecz z San Marino, a portal zczuba.pl zamieścił artykuł, że w reprezentacji San Marino nie znajdują się żadni kelnerzy. Artykuł mnie nawet nieco rozbawił.

Aczkolwiek jeszcze bardziej rozbawił mnie mecz. Fakt faktem, że sędzia nie widział tego, że nasi są faulowani. Mniejsza z tym, że pobiliśmy chyba rekord w rzutach rożnych. Ale naprawdę. Dla mnie to był piękny kabaret. AMATORSKA drużyna San Marino. I co? Pierwsza połowa właściwie tylko i wyłącznie w ich polu karnym. Pierwsza bramka zdobyta dzięki karnemu. Druga połowa już toczyła się na całym boisku, ale moment w którym jeden jedyny z reprezentacji San Marino biegnie w kierunku naszej bramki i prawie że udaje mu się zdobyć gola...
Mnie wcale nie zdziwił fakt, że kibice na stadionie w pewnym momencie zaczęli krzyczeć SAN MARINO!
Dobrze, że wygraliśmy, choć zawsze tych goli mogło być więcej (biorąc pod uwagę z kim graliśmy). Ale naprawdę, z tą reprezentacja trzeba coś zrobić...