niedziela, 14 kwietnia 2013

Last week

Cześć!
Tydzień już właściwie dobiegł końca. Mój cudowny nastrój spowodowany poniedziałkową pogodą nieco przygasł we wtorek w związku z drobnymi opadami śniegu, ale od środy było już coraz lepiej. Jakoś przetrwałam trzy kolokwia, choć z efektami chyba będzie różnie. 
A podsumowując ostatni tydzień, to chyba nadal głównym tematem jest Korea. Ciężko przewidzieć do czego są zdolni i co zrobią. Świat raczej niepewnie patrzy na to co się stanie. Daily Mirror dotarł do filmiku, ukazującego jak naprawdę wygląda życie w Korei i jest to wręcz dramatycznie. A tak to raczej nic więcej nie zwróciło mojej uwagi, no może poza wczorajszym meczem Wisły Kraków z Legia Warszawa i błędami sędziów. Gdyby nie oni, mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej, ale mówi się trudno i żyje się dalej.

Natomiast dzisiaj wybrałam się na krótki spacer, bo pogoda była wprost cudowna. 





Myślę, że już w ciągu kilku najbliższych dni się pięknie zazieleni, a o ciepłych ubraniach będzie można zapomnieć do przynajmniej listopada. W najbliższych dniach zamieszczę posta odnośnie ostatniego numeru Newsweek Historia, bo znajdują się tam naprawdę interesujące artykuły.

K.

czwartek, 11 kwietnia 2013

BIPOLAND

Przeglądając dzisiaj różne portale, natknęłam się na informację o filmiku, zrobionym przez Amerykanina Matthewa Browna. Filmik trwa raptem pięć minut, ale dla mnie jest niesamowity. To cudowne, w jaki sposób uchwycił Polskę. Ujęcia niesamowicie mi się podobają. Wszystko zaczyna się i kończy w Auschwitz. Jest to piękna klamra, bo prawdą jest, że wojna odegrała na naszym kraju duże piętno. Ale oprócz zdjęć z obozu znajdziemy tam również inne miasta i codzienne życie Nas - Polaków. Wydaje mi się, że ten filmik po prostu trzeba zobaczyć. 


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Wreszcie!

Wreszcie wyszło długo przeze mnie oczekiwane słońce. Obudziłam się, spojrzałam przez okno i od razu uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Po trzech godzinach zajęć  postanowiłam się przejść. Pogoda sprzyja, a ja z racji tego, że mam dość siedzenia w domu, postanowiłam to wykorzystać. W Rynku Głównym kawiarniane ogródki zapełnione, tłum turystów, czyli tak jak zawsze, pod warunkiem, że nie jest zimno. Pięknie! Nie za zimno, nie za ciepło. Mi się podoba i mam nadzieję, że tak już zostanie.






piątek, 5 kwietnia 2013

Lazy day

Wreszcie piątek, choć tydzień nie był ciężki  ale dramatycznie zapowiada się weekend. Trzy kolokwia w najbliższych dniach i raczej jedyne co zobaczę na oczy, to kartki z notatkami. Liczę na szczęście, bo inaczej nie wyobrażam sobie tego. Ostatnie parę dni było okej, nie biorąc pod uwagę pogody. Choć ta w ostatnich dwóch dniach, się nieco poprawiła, to znaczy przynajmniej śnieg nie padał. W środę idąc na zajęcia, miałam wrażenie, że jestem w Zakopanym w styczniu, a nie w Krakowie w kwietniu. Naprawdę, jeśli nie wyjdzie słońce, to chyba popadnę w jakaś depresję. Jak chyba większość.


Zdjęcie z moich ostatnich wakacji w Jastrzębiej Górze. I naprawdę, mimo że nie przepadam zbytnio za morzem, plażą i smażeniem się na słońcu, wiele bym teraz dała, by się tam znaleźć.




Dzieło mojej babci -tort rumuński, czyli pyszności przygotowywane tylko na Wielkanoc. Na szczęście jeszcze coś zostało, bo tort, mimo dużej ilości masła jest przepyszny. No i dopadło mnie jeszcze szaleństwo korówkowe. A papierki z cukierków zastąpiły mi kapsle z tymbarka.


K.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Święta, święta i po świętach

No i po świętach. Pogoda nie zachwycała, a raczej zachęcała do pozostania w domu. Nie było świątecznych spacerów z rodziną, oglądania grobów, ani tym bardziej wycieczki na Emaus. Ale za to były takie piękne zimowe widoki.


Piękna zima. Aż ulepiłam bałwana. Szkoda tylko, że to Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie.

Ja z kolei po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nienawidzę świąt. Wszyscy skaczą sobie do gardeł, a jak przyjdzie co do czego, to pięć minut później życzą sobie wszystkiego najlepszego. To nie dla mnie. A pod kołdrą w łóżku, też mi nikt nie pozwolił spędzić świat.



Przerwa świąteczna dobiega końca i jutro trzeba wrócić do chodzenia na uczelnie. Ja, mimo że zaplanowałam sobie, że zrobię niewiarygodnie dużą ilość rzeczy, jak przyszło co do czego, nie zrobiłam właściwie nic. Mówi się trudno i mam nadzieję, że wreszcie niebawem się ogarnę. 

K.