Wreszcie piątek, choć tydzień nie był ciężki ale dramatycznie zapowiada się weekend. Trzy kolokwia w najbliższych dniach i raczej jedyne co zobaczę na oczy, to kartki z notatkami. Liczę na szczęście, bo inaczej nie wyobrażam sobie tego. Ostatnie parę dni było okej, nie biorąc pod uwagę pogody. Choć ta w ostatnich dwóch dniach, się nieco poprawiła, to znaczy przynajmniej śnieg nie padał. W środę idąc na zajęcia, miałam wrażenie, że jestem w Zakopanym w styczniu, a nie w Krakowie w kwietniu. Naprawdę, jeśli nie wyjdzie słońce, to chyba popadnę w jakaś depresję. Jak chyba większość.
Zdjęcie z moich ostatnich wakacji w Jastrzębiej Górze. I naprawdę, mimo że nie przepadam zbytnio za morzem, plażą i smażeniem się na słońcu, wiele bym teraz dała, by się tam znaleźć.
Dzieło mojej babci -tort rumuński, czyli pyszności przygotowywane tylko na Wielkanoc. Na szczęście jeszcze coś zostało, bo tort, mimo dużej ilości masła jest przepyszny. No i dopadło mnie jeszcze szaleństwo korówkowe. A papierki z cukierków zastąpiły mi kapsle z tymbarka.
K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz