poniedziałek, 24 czerwca 2013

szósty cel



Książki są różne i każdy doskonale o tym wie. Są takie, które wnoszą coś do naszego życia, coś bardzo istotnego, albo wręcz romansidła, gnioty, które czyta się po to, by oderwać się od brutalnej rzeczywistości i wejść do idealnego świata, który tak naprawdę nigdy nie istniał i nigdy istnieć nie będzie. Ale są też takie, gdzie po przeczytaniu jednej strony, odkładamy je  na półkę i nigdy po nią już więcej nie sięgniemy, bo czytać się nie da. 

Ja chcąc się oderwać od wszystkiego i się zrelaksować chwyciłam po Szósty cel James'a Patterson'a. Nie jest to romans, ale kryminał. Nie chciałam nic ambitnego, bo wolałam wyłączyć myślenie i skończyło się na tym. Książka nie jest aż taka zła. Czyta się bardzo szybko, choć autor chyba zapomniał o wyjaśnieniu kilku kwestii i wątków. Plusem, przynajmniej dla mnie, było to, że autor nie opisuje jednej zbrodni przez 400 stron, a na raz toczy się kilka kryminalnych wątków. Kolejną zaletą jest też to, że to kobieta jest tym Sherlockiem Holmes'em, a nie jakiś super facet, który wszystko rozwiązałby w pięć minut, a kobiety szalałyby na jego widok. Kobieta została tutaj niewątpliwie doceniona. Przedstawione są też sprawy osobiste głównej bohaterki, co też jest chyba pozytywem, bo czytelnik ma chwilową odskocznie od spraw kryminalnych. 
Jak już wspomniałam wcześniej, czyta się bardzo szybko. Rozdziały są wręcz króciuteńkie. I ta książka zalicza się raczej do tych kieszonkowych, gdzie chce się oderwać i "odmóżdżyć". Czasu poświęconego na czytanie nie uważam za stracony. Wydaje mi się, że należy sięgać po różne książki. Zarówno te z wyższej półki i te z bardzo niskiej. Tak przynajmniej można wyrobić sobie zdanie i swoja własna opinię.
Na dzisiaj to tyle. 
Pozdrawiam
K. 

PS. A może ktoś ma jakieś propozycje książkowe? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz