Cześć!
Ostatnio za każdym razem, gdy patrze przez okno, to widzę deszcz. Pogoda stanowczo nie dopisuje. Właściwie cały maj był brzydki. Zaraz będzie połowa czerwca, a pogoda nadal płata nam figle. Jak dawniej już od maja wyczuwało się nadchodzące wakacje, tak teraz nic takiego nie czuję.
Pada, pada i pada...
Można by zacytować piosenkę Czerwonych Gitar.
Choć i tak się cieszę, że nie pada ciągiem. Burze są właściwie codziennie, a raczej nie burze, a nawałnice z gradem. Ostatnio w Warszawie mieli niezłą rzekę w mieście. Wczoraj w Krakowie przeszła taka ulewa, że zalało parę ulic. Ale i tak to nic, w porównaniu z tym, co działo się (i dzieje nadal, choć fala kulminacyjna już przeszła) w Budapeszcie. Widząc w wiadomościach jak niewiele brakuje do zalania miasta, było przerażające. Ale cudownie było patrzeć, jak ludzie się zmobilizowali i walczyli o swoje miasto. Zapomnieli o tym co ich dzieli, jakie maja poglądy, tylko po prostu walczyli - RAZEM. To, co było przedstawione w tv było niesamowite. Na ile to prawda, a na ile nie, nie wiem. Telewizja może bardzo dużo. W każdym bądź razie ci ludzie zmobilizowali się by walczyć o miasto, a nie koniecznie o swój dobytek. Jestem ciekawa, czy u nas, gdyby zdarzyła się aż taka sytuacja jak w Budapeszcie, potrafilibyśmy zrobić coś takiego jak oni - bezinteresownie. Jak na razie, tylko jedni na drugich zwalają, kto jest odpowiedzialny za utopienie paru aut w Warszawie, po ulewie. Kłóćmy się dalej... ciekawe co z tego wyniknie.
K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz