środa, 3 lipca 2013

Jillian Westfield wyszła za mąż



Cześć! Jak Wam mija początek wakacji? Bo ja nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Ale w weekend sięgnęłam po książkę. "Jellian Westfield wyszła za mąż" Allison Winn Scotch. Koleżanka mi powiedziała, że ponoć nie jest zła. Na początku też tak myślałam.

Koncepcja i pomysł całkiem niezły. Rozważenie odwiecznego pytania co by było gdyby... W tym przypadku było, co by było, gdyby Jillian została przy swoim ex chłopaku sprzed chyba siedmiu lat, a nie związałaby się ze swoim mężem. Dziwnym trafem Jillian przenosi się w czasie za sprawa swojego masażysty i wszystko przeżywa jeszcze raz. Wie jakich błędów nie popełniać i czego unikać. 

Ja strasznie się rozczarowałam na ostatnich "pięciu" stronach książki. Bo w gruncie rzeczy główna bohaterka skończyła na tym, na czym rozpoczęła. Po książce która ma na okładce napisane "Bestseller New York Timesa" spodziewałam się czegoś więcej. A po skończeniu zastanawiałam się, po co autorka to pisała, skoro i tak nie zmieniła zbyt wiele istotnych rzeczy w życiu głównej bohaterki. Nie dopatrzyłam się też żadnych wniosków, które byłyby zawarte w książce. Nie wiem, może sama miałam je znaleźć? Jednak żadne mi się nie nasunęły. 

Pomysł na książkę, rzeczywiście był fajny. Jednak ja zmieniłabym zakończenie. Stanowczo! U mnie po przeczytaniu ostatniego zdania i dobrnięcia do ostatniej kropki przyszło rozczarowanie i zastanowienie po co ja to w ogóle czytałam? Może następnym razem trafi mi się coś, czym się nie rozczaruję. Na półce jeszcze parę książek leży. Może one będą lepsze niż ta.

Pozdrawiam ;)
K. 

piątek, 28 czerwca 2013

Holiday!

Cześć!

Dziś można powiedzieć oficjalnie, że wakacje się rozpoczęły. Uczniowie dzisiaj odebrali swoje świadectwa, studenci... cóż, ja już mam wolne do października ;) Żyć nie umierać! Ja osobiście nie mogłam się doczekać wakacji, by już sobie tak naprawdę odpocząć. Ta sesja nie należała do najłatwiejszy. Ale gdy już przyszło to wolne, to na drugi dzień nie miałam co ze sobą zrobić. Wpadłam w taka rutynę - uczelnia, nauka i tak w kółko, że gdy się skończyło, naprawdę nie wiedziałam co robić. 

Ale na te wakacje mam plany, kulturowe jeśli można to tak nazwać. Na chwilę obecną nie wybieram się nigdzie, no może poza działką na weekend. Jeśli uda mi się znaleźć jakąś dorywczą pracę to było by świetnie, ale nic nigdy nie wiadomo. Za to na pewno zamierzam nadrobić zaległości książkowe i filmowe. Te drugie w szczególności, bo w ostatnim czasie naprawdę nie wiem nic co jest warte uwagi, ani co weszło do kin. Aż mi wstyd z tego powodu. Ale zamierzam się poprawić. Chce obejrzeć również klasyki kina, o których się wie, a nie koniecznie pamięta. 

Książki? Pewnie będę czytać to, co wpadnie mi w ręce, albo co mi ktoś podsunie. Na chwilę obecną czasu mam aż nad to i wypadałoby jakoś go spożytkować, a nie tylko ślęczeć przed laptopem i zabijać nudę. To mogę sobie pozostawić na deszczowe wieczory, choć ich w ostatnim czasie nie brakuje. W Krakowie pogoda okropna, ale może na dniach się poprawi. Przynajmniej liczę na to, że wyjdzie słońce. Nie musi być upału. Słońce wystarczy.
A wy macie może coś godnego polecenia? Była bym bardzo wdzięczna za jakieś propozycje książkowe lub filmowe.


Pozdrawiam ;)
K.  

poniedziałek, 24 czerwca 2013

szósty cel



Książki są różne i każdy doskonale o tym wie. Są takie, które wnoszą coś do naszego życia, coś bardzo istotnego, albo wręcz romansidła, gnioty, które czyta się po to, by oderwać się od brutalnej rzeczywistości i wejść do idealnego świata, który tak naprawdę nigdy nie istniał i nigdy istnieć nie będzie. Ale są też takie, gdzie po przeczytaniu jednej strony, odkładamy je  na półkę i nigdy po nią już więcej nie sięgniemy, bo czytać się nie da. 

Ja chcąc się oderwać od wszystkiego i się zrelaksować chwyciłam po Szósty cel James'a Patterson'a. Nie jest to romans, ale kryminał. Nie chciałam nic ambitnego, bo wolałam wyłączyć myślenie i skończyło się na tym. Książka nie jest aż taka zła. Czyta się bardzo szybko, choć autor chyba zapomniał o wyjaśnieniu kilku kwestii i wątków. Plusem, przynajmniej dla mnie, było to, że autor nie opisuje jednej zbrodni przez 400 stron, a na raz toczy się kilka kryminalnych wątków. Kolejną zaletą jest też to, że to kobieta jest tym Sherlockiem Holmes'em, a nie jakiś super facet, który wszystko rozwiązałby w pięć minut, a kobiety szalałyby na jego widok. Kobieta została tutaj niewątpliwie doceniona. Przedstawione są też sprawy osobiste głównej bohaterki, co też jest chyba pozytywem, bo czytelnik ma chwilową odskocznie od spraw kryminalnych. 
Jak już wspomniałam wcześniej, czyta się bardzo szybko. Rozdziały są wręcz króciuteńkie. I ta książka zalicza się raczej do tych kieszonkowych, gdzie chce się oderwać i "odmóżdżyć". Czasu poświęconego na czytanie nie uważam za stracony. Wydaje mi się, że należy sięgać po różne książki. Zarówno te z wyższej półki i te z bardzo niskiej. Tak przynajmniej można wyrobić sobie zdanie i swoja własna opinię.
Na dzisiaj to tyle. 
Pozdrawiam
K. 

PS. A może ktoś ma jakieś propozycje książkowe? ;)

środa, 19 czerwca 2013

Wypad za miasto

Cześć!
W niedzielę wybrałam się za miasto do Folwarku Zalesie. Jest to niecała godzinka od Krakowa, a widoki z kolei niesamowite. Całość położona jest na wzgórzu, a teren Folwarku jest naprawdę ogromny. Jest głównie przeznaczony na imprezy zorganizowane. Zresztą sama na takiej byłam i bawiłam się świetnie. Strzelanie z łuku, rzut podkową... Typowe rodzinne rozrywki jak na piknik rodzinny przystało. Folwark jest położony w pięknej okolicy, a widoki dookoła również są przepiękne. Można zorganizować tam śluby, studniówki i jestem przekonana, że w tak malowniczej okolicy wszystko wyglądałoby niesamowicie.












czwartek, 13 czerwca 2013

Kac Vegas III

O mój Boże!!!
To zdanie chyba w całości podsumuje ten film. Do kina raczej nie chodzę, filmy rzadko kiedy oglądam, ale postanowiłam w ramach odstresowania, wybrać się. I absolutnie tego nie żałuję. Naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio tyle się śmiałam oglądając jakiś film. Przez cały seans banan nie schodził mi z twarzy, a dodatkowo co chwilę wybuchałam śmiechem. Zresztą nie tylko ja, bo reszta widzów miała podobne reakcje.
Komediowo naprawdę świetnie. Sytuacje absurdalne, ale za razem genialne. Ja nie mam zarzutów. Bawiłam się świetnie, wyśmiałam za wszystkie czasy. Mój tata nawet się popłakał ze śmiechu. Za to końcówka najlepsza! Jeśli ktoś chce się pośmiać, odstresować, odmóżdżyć, to polecam.

K. ;)