Cześć! Jak Wam mija początek wakacji? Bo ja nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Ale w weekend sięgnęłam po książkę. "Jellian Westfield wyszła za mąż" Allison Winn Scotch. Koleżanka mi powiedziała, że ponoć nie jest zła. Na początku też tak myślałam.
Koncepcja i pomysł całkiem niezły. Rozważenie odwiecznego pytania co by było gdyby... W tym przypadku było, co by było, gdyby Jillian została przy swoim ex chłopaku sprzed chyba siedmiu lat, a nie związałaby się ze swoim mężem. Dziwnym trafem Jillian przenosi się w czasie za sprawa swojego masażysty i wszystko przeżywa jeszcze raz. Wie jakich błędów nie popełniać i czego unikać.
Ja strasznie się rozczarowałam na ostatnich "pięciu" stronach książki. Bo w gruncie rzeczy główna bohaterka skończyła na tym, na czym rozpoczęła. Po książce która ma na okładce napisane "Bestseller New York Timesa" spodziewałam się czegoś więcej. A po skończeniu zastanawiałam się, po co autorka to pisała, skoro i tak nie zmieniła zbyt wiele istotnych rzeczy w życiu głównej bohaterki. Nie dopatrzyłam się też żadnych wniosków, które byłyby zawarte w książce. Nie wiem, może sama miałam je znaleźć? Jednak żadne mi się nie nasunęły.
Pomysł na książkę, rzeczywiście był fajny. Jednak ja zmieniłabym zakończenie. Stanowczo! U mnie po przeczytaniu ostatniego zdania i dobrnięcia do ostatniej kropki przyszło rozczarowanie i zastanowienie po co ja to w ogóle czytałam? Może następnym razem trafi mi się coś, czym się nie rozczaruję. Na półce jeszcze parę książek leży. Może one będą lepsze niż ta.
Pozdrawiam ;)
K.

ja ostatnie takie uczucie lekkiego rozczarowania miała na filmie w kinie World War Z ;)
OdpowiedzUsuńTak to czasem niestety bywa!
OdpowiedzUsuń